Warszawska Masa krytyczna – czy formuła się wyczerpała?

masakrytyczna

O Masie

Warszawska Masa Krytyczna to temat kontrowersyjny. Od zawsze wzbudzała wiele emocji podczas dyskusji różnych użytkowników dróg. Jedni zagorzale w nią wierzyli, wręcz wyznawali i uczestniczyli prawie w każdej, inni uczęszczali sporadycznie, raczej dla kontaktów towarzyskich i zabawy, jeszcze inni odczuwali zimne dreszcze na samą myśl o niej i najchętniej zrzuciliby bombę na trasie przejazdu, żeby chociaż część z uczestników na trwałe unieszkodliwić. Niewielu miało względem niej stosunek ambiwalentny. Uważających, że niech sobie jadą ci rowerzyści, skoro nadal jest im źle.

Masa zaczęła się aktywować w 1998 r. ale początkowo stanowiła nielegalne przejazdy grupy rowerzystów, którzy trasę musieli zabezpieczać sobie sami. W 2002 roku, po zamieszkach z udziałem Policji, ustalono zasady współpracy Policji z Masą, ta zyskała medialny rozgłos, a w comiesięcznych przejazdach zaczęło brać udział coraz więcej osób (rekordowe przejazdy zgromadziły 2336 osób – w maju 2008 r.  i 2330 – w maju 2005 r.).

Czy Masa ma dalej sens?

Oczywiście, tak samo, jak miała go zawsze. Moim zdaniem działania Warszawskiej Masy Krytycznej i Zielonego Mazowsza, to bardzo ważne czynniki, które sprawiły, że w Warszawie coraz lepiej się rowerem porusza. Dzięki niej rowerzyści zaczęli być brani na poważnie, a nie jako margines dziwaków, którzy nie lubią komunikacji i nie stać ich na samochód. Warszawa przez te kilkanaście lat zmieniła się diametralnie. Potwierdza to cała rzesza moich zagranicznych klientów wypożyczających rowery i tych, którzy z Polski kiedyś tam wyjechali, a odwiedzają ją raz na jakiś czas. Owszem, jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia, jak zapewnienie rowerzystom sprawnego przejazdu przez ścisłe centrum miasta, gdzie aktualnie wszelkie ścieżki się urywają, ale skok, jaki wykonaliśmy to i tak wielki sukces warszawskich rowerzystów.

Uważam jednak, że decyzja o zawieszeniu comiesięcznych przejazdów przez miasto jest jak najbardziej słuszna, bo nie potrzebujemy już tak drastycznych środków. Mamy Pełnomocnika Prezydenta ds. Rowerów, który będzie z przedstawicielami Masy Krytycznej współpracował i korzystał z ich wieloletniego doświadczenia i wiedzy. Mamy plany rozwoju ścieżek rowerowych na najbliższe lata, mamy programy propagujące poruszanie się rowerem wśród dorosłych i dzieci, kampanie społeczne uświadamiające kierowców, jak ważny jest „margines” przy wyprzedzaniu rowerzystów. Nie sądzę, by comiesięczne blokowanie głównych arterii miasta mogło tu jeszcze coś przyśpieszyć. Rowerzyści natomiast nie muszą już grupowo pokazywać, jak wielu ich jest w mieście, bo teraz to po prostu widać  na ulicach – szczególnie w lato i w sezonie działania Veturilo.

Ostatnia Masa wrześniowa

We wrześniu odbędzie się ostatni cykliczny przejazd ulicami naszego miasta. Wciąż będą organizowane Masy Powstańcze, Świąteczne itp. Osobiście od wielu lat już w Masie nie uczestniczyłam. Teraz jednak mnie kusi by ostatni raz wziąć w niej udział. W sumie fajnie by było znów przejechać się z podobnie zakręconymi ludźmi w ślimaczym tempie przez miasto. Myślę, że rozgłos, jaki już otrzymało ogłoszenie, że przejazdy zostaną zawieszone sprawi, że rekord z 2008 roku może zostać pobity. I tego organizatorom WMK życzę. Jako hołd dla ich wieloletniej pracy oraz dla mądrej decyzji, którą podjęli.

 


Onderwaterfiets XL – pierwszy i jedyny taki tandem w Polsce

tandem
Kilka tygodni temu przyszedł do mnie przemiły klient anglojęzyczny z nietypową sprawą. Wymarzył sobie, by posiadać w Polsce tandem podobny do tego, na którym jeździł z dziećmi za granicą. Mężczyzna posiada dwójkę dość małych dzieci (3 i 5 lat) i chciałby móc jeździć z nimi w długie trasy. Najlepszym rozwiązaniem jego zdaniem jest specjalny tandem dla rodzica i dwójki maluchów.

Klient sam nawiązał kontakt mailowy z Ronaldem Onderwater z Holandii i wspólnie ustalili jaki pojazd dokładnie chce. Problemem był jedynie fakt, że Ronald nigdy nie wysyłał żadnego ze swoich rowerów do Polski i nie miał tu żadnej dystrybucji. Poprosił więc, by klient znalazł jakiś sklep, który zgodzi się pośredniczyć w sprzedaży, czyli przyjmie tandem i fakturę na niego, przygotuje go do jazdy i będzie potem się klientem posprzedażowo opiekował. Klient wybrał nas, a my zgodziliśmy się bez zastanowienia. W końcu nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy, nie jeździliśmy na takim.

Czytaj dalej


Jak wybrać idealny kask?

skandia kask

Noszenie kasku w Polsce wciąż jest kwestią decyzji użytkownika roweru. Do niedawna żyłam w przekonaniu, że tylko dzieci muszą zgodnie z prawem się w nich poruszać, jednak szukając informacji, do jakiego wieku rzekomy przepis obowiązuje, odkryłam, że jednak nie ma takiego prawa. Wszyscy zatem sami podejmujemy decyzję, czy chcemy w razie wypadku głowę mieć chronioną, czy też nie,  a za dzieci tę decyzję podejmują przeważnie rodzice.

Czytaj dalej


Jak szybko przerobić tradycyjny rower na e-bike’a?

e-bike
Rowery elektryczne nawet u nas stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej osób o nie pyta, na ulicach też przestają dziwić. Nawet mój chłopak, który jeszcze niedawno pytał mnie „ widziałaś, jaki miał wielki bidon?!” zaczął je dostrzegać i oswajać się z widokiem roweru z baterią na ramie lub bagażniku.

Rowery elektryczne to nie jest to, co lubię, nie widzę też dla siebie zastosowania tego typu pojazdu. Nie żebym nie próbowała. Czasem w pracy zdarza się wskoczyć na elektryka, żeby szybko podjechać do innego sklepu po części, lub zrobić szybkie zakupy w trakcie pracy. Przyznaję, miło się jedzie pod górę bez wysiłku, nie pocąc się po drodze w strasznym upale. Nie chciałabym jednak takiego cuda na własność. Ciężkie, wyprute z idei rowerowania, jako formy aktywnej rekreacji i palenia kalorii. Coraz częściej jednak doceniam e-bike’i jako coś idealnego dla innych członków rodziny, znajomych, klientów. Jest wiele osób, które nie chcą lub nie mogą już się męczyć, brak im czasem sił na jeżdżenie rowerem tradycyjnym, a jednak chciałyby czasem spędzić trochę czasu na powietrzu przemieszczając  się szybciej niż pieszo.

Czytaj dalej


Gios Torino- klasyka i nowoczesność w najlepszym włoskim wydaniu.

Rower gios
Mój szef, rowerowy fanatyk, wielbiciel rowerów klasycznych i nietypowych, rowerów z historią, kupił ostatnio kolejny rower. I o dziwo przy okazji zdecydował się sprzedać w związku z tym ten, którego myślałam, że nie pozbędzie się nigdy, który kochał, mimo że prawie na nim już nie jeździł. Podobnie, jak ja sprzedałam moje kochane stare Fuji tylko po to, by kupić kolejne. Jaki rower go do tego skłonił? Z pozoru bardzo niepozorny. Niebieska szosówka o charakterystycznym odcieniu, z prostą kierownicą i karbonowym widłem, ale na klasycznej, stalowej ramie.
Czytaj dalej


Crankk – ubrania rowerowe do jazdy po mieście.

skandiablog

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego nikt nie robi na szeroką skalę ubrań „cywilnych” przeznaczonych do jazdy na rowerze? Dlaczego zawsze przemieszczając się  po mieście, dojeżdżając do barów, kawiarni, na wydział, do pracy, trzeba wybrać pomiędzy kolarskim trykotem a wygodą? I albo wygląda się jak zagubiony zawodnik, albo przeciera w kroku nowe spodnie. Otóż już nie trzeba. Polska firma Crankk oferuje szeroką gamę ubrań na rower, które wyglądają jak normalne, „cywilne” ubrania, a są uszyte specjalnie z myślą o jeździe na rowerze.

Czytaj dalej


Rowery przełajowe podbijają świat. Dlaczego?

rowery przełajowe

Jeszcze kilka lat temu (i tym razem nie mam na myśli kilkunastu lat, jak to zazwyczaj u mnie), ludzie robili wielkie oczy, jak mówiło się cokolwiek o rowerze cyclocrossowym, czy przełajowym. Wiele osób myliło je z rowerami typu fitness (czy lifestyle, jak to niektórzy producenci określają). Myśleli, że to taki rower z prostą aluminiową ramą, prostą kierą, na sztywnym widle, z umiarkowanie wąską oponką. Inni myśleli, że mówię o góralu (MTB/XC) Jak zaczynałam mówić, że cyclocrossowy rower to taka szosówka z barankiem i oponami o bardziej agresywnym bieżniku, niektórzy zaczynali dostrzegać oczyma wyobraźni tych szaleńców,których kiedyś gdzieś w necie, czy telewizji widzieli, co szosówką po korzeniach zasuwają jak szaleni, co czasem więcej biegną i niosą, niż jadą.

Czytaj dalej


Świat tandemów – dlaczego u nas to nadal nisza?

Skandia_link
Większości osób, tandem kojarzy się z miejskim dwuosobowym rowerem dla ludzi starszych, na śluby i eleganckie przejażdżki w ładnych ciuszkach. Tymczasem świat sportowych tandemów jest niesamowicie ciekawy. Rzadko można je zobaczyć w rowerowych gazetach, niewiele się czyta i widuje relacji z tandemowych wyścigów, a sportowcy wygrywający na tandemach przeważnie nie doczekują się należytej chwały. Moim zdaniem bardzo niesłusznie. Bo w tym świecie jest krew, pot i łzy, jest niesamowicie widowiskowo, spektakularnie, jest błocko, jest prędkość, są wielkie triumfy i wielkie przegrane. Emocje są często nawet większe, niż w wystąpieniach solowych.

Czytaj dalej


Kierownice- jak dobrać szerokość i rodzaj?

rowerkierownica
Ja zawsze w tej kwestii miałam swoje własne upodobania. Lubiłam proste i krótkie. Po części  ze względu na swoje własne niezbyt duże rozmiary. Po części jednak ze względu na swoją wrodzoną fiksację i opór. Jak już sobie coś wbiję do łba, to potem bronię tego jak lwica i nie daję sobie wytłumaczyć, że zmiana może być dobra. Na szczęście zawsze dochodzę w końcu do momentu, w którym postanawiam spróbować i wtedy często jest mi głupio. Tak miałam z jeżdżeniem na ciężkich kadencjach, zamiłowaniem do manetek na ramie w szosówkach i z szerokością kierownic właśnie. W poprzednim góralu tyle razy po trochu docinałam kierownicę, że może nie doszłam do momentu, w którym przestały mi się graty na niej mieścić, ale okazało się, że pancerz od tylnej przerzutki za bardzo się zaginał, co upośledzało zmianę biegów. Tę nauczkę najlepiej niech przejmie ode mnie każdy – przycinać kierownicę jest bardzo łatwo, ale dorobić się już nie da. Można więc np. pojeździć kilka dni z kierownicą nie przyciętą, a gripy zamontować głębiej, jeżeli jest taka możliwość i dociąć dopiero, kiedy upewnimy się, że właśnie ta szerokość nam najbardziej odpowiada.

Czytaj dalej


Co zjeść na śniadanie przed zawodami? Co warto ze sobą zabrać, żeby w drodze nie zabrakło nam energii?

„Każdy ma swoje przyzwyczajenia. Co ja jem przed startem? Śniadanie zaczynam od owsianki z owocami, orzechami i miodem. Robię ją najczęściej na wodzie lub mleku migdałowym. Następnie mix ryżu i makaronu, po ok. 100 gramów. Chodzi o różny indeks glikemiczny. Do tego dodaję białko z dwóch jajek, oraz trochę szynki, parmezanu i oliwy z oliwek. Jeśli wyścig jest bardzo długi i wiem, że początek będzie ciężki, jem jeszcze 2/3 kromki chleba ryżowego z dżemem.”

Tak naprawdę warto odpowiednio odżywiać się już kilka dni przed zawodami, żeby odpowiednio uregulować organizm. Śniadanie należy zjeść 3 godziny przed startem, nie należy startować ani z pełnym, ani z pustym żołądkiem. Posiłek powinien być konkretny, lekkostrawny i zdrowy.

Na trasę warto coś zabrać, ale … no właśnie ale. Jeśli wyścig jest krótki, powiedzmy trwa do dwóch godzin, można go przejechać bez jedzenia. Dla bezpieczeństwa można wrzucić do kieszonki koszulki żel, który szybko uwolni swoją energię wprost do mięśni. Jeśli start ma się odbyć na dłuższym dystansie, warto zabrać baton energetyczny, żel lub po prostu banana. Potrzebne jest coś, co dostarczy energię w postaci węglowodanów do mięśni. Należy pamiętać, że glikogen jest produkowany z węglowodanów, ale bardzo szybko wyczerpują się jego zapasy w mięśniach. Istnieje możliwość wytrenowania szybszego uwalniania glikogenu z węglowodanów, ale wymaga to wiedzy i dużych nakładów pracy. Żele to głównie woda z cukrem i dodatki smakowe. To szybkie paliwo, na które bardzo dobrze reagują mięśnie, ale nie powinno się ich używać podczas treningów, aby nie przyzwyczajać organizmu do drogi na skróty.